Swanicoco, Refine Ferment The 1st Essence

Swanicoco, Refine Ferment The 1st Essence

Hej dziewczyny,

W dzisiejszym wpisie przedstawiam wam ostatni kosmetyk z drugiej paczki, którą dostałam w ramach współpracy z marką Swanicoco - luksusową esencję z wyjątkowym składem. Jeżeli jesteście ciekawe, jak sprawdziła się przy mojej mieszanej cerze, to zapraszam!

Opis Producenta

Swanicoco, Refine Ferment The 1st Essence to esencja, oparta na składnikach pochodzenia fermentacyjnego, która w składzie zawiera tylko kilka substancji, dzięki czemu nie jest on szkodliwy bądź nieprzyjemny dla skóry. Główny składnik - Bifida, występuje naturalnie w mleku matki, dlatego wykazuje silne właściwości wzmacniające skórę.

Produkt ma działanie intensywnie odżywcze oraz nawilżające, które dociera do najgłębszych partii skóry. Poprawia również koloryt cery, sprawiając że nabiera zdrowego blasku i staje się promienna. Oprócz tego zabezpiecza skórę, chroniąc ją przed szkodliwym wpływem czynników zewnętrznych, poprawia jej elastyczność, a co za tym idzie zmniejsza również rozszerzone pory.

Esencja zalecana jest przede wszystkim dla osób borykających się z suchą i wrażliwą skórą, a także poszarzałą skłonną do wyprysków.

Skład:
Bifida Ferment Lysate, Butylene Glycol, Allantoin, Xanthan Gum.





Moja Opinia


Swanicoco, Refine Ferment The 1st Essence

Swanicoco, Refine Ferment The 1st Essence

Swanicoco, Refine Ferment The 1st Essence


Produkt ten, chciałam wypróbować już przy okazji kompletowania pierwszej paczki, jednak Kevin polecił mi tak wiele kosmetyków że ostatecznie uległam pokusie i zdecydowałam się na kilka innych opcji, a fermentowaną esencję dodałam po prostu do swojej jakże długiej wishlisty. Postanowiłam sobie jednak, że przy okazji kontynuacji naszej współpracy, na pewno się na nią zdecyduję i tym sposobem możecie o niej dzisiaj u mnie przeczytać.

Esencja zamknięta jest w eleganckim i luksusowo wyglądającym, wysokim opakowaniu, wykonanym z ciężkiego, nieprzeźroczystego szkła o intensywnie bordowym kolorze z perłowym połyskiem. Jej pojemność wynosi 100 ml, i zamykana jest na srebrną, połyskującą zakrętkę. Całość prezentuje się naprawdę okazale, jednak podczas każdego jej użycia muszę być ostrożna aby nie wypadła mi z rąk i się nie potrzaskała - jest to główny powód, dlaczego wolę opakowania zrobione z plastiku. Oczywiście te pierwsze są bardziej ekologiczne i nie ma szansy żeby uwalniały jakieś szkodliwe substancje pod wpływem wyższej temperatury, jednak kosmetyki o takiej renomie są zazwyczaj przechowywane w dobrych warunkach i nie ma potrzeby aby tym się martwić. 


Swanicoco, Refine Ferment The 1st Essence

Swanicoco, Refine Ferment The 1st Essence

Swanicoco, Refine Ferment The 1st Essence


Mimo tego, że butelka w której znajduje się esencja, jest nieprzeźroczysta to w momencie gdy umieścimy ją pod światło, bez problemu można zobaczyć jak wiele produktu pozostało jeszcze wewnątrz. Po zdjęciu zakrętki, ukazuje nam się standardowy dla tego typu opakowań aplikator, po środku którego znajduje się niewielki otwór przez który możemy wylać odpowiednią ilość kosmetyku na dłoń, czy też na płatek kosmetyczny w zależności od naszych indywidualnych preferencji. 

Konsystencja produktu jest całkowicie wodnista, śliska oraz bezbarwna - wystarczy niewielka ilość do dokładnego pokrycia całej cery. Esencja nie pozostawia po sobie żadnej wyczuwalnej, czy też niekomfortowej warstwy i wchłania się błyskawicznie do matu, dlatego dziewczyny z cerą tłustą mogą swobodnie stosować ją nawet pod makijaż. Zapach jest raczej nietypowy i neutralny - nie przypomina mi niczego konkretnego i podczas aplikacji jest w zasadzie niewyczuwalny. 

Esencję aplikuję dłońmi na oczyszczoną skórę twarzy - po miesiącu regularnego stosowania, zazwyczaj raz dziennie, jednak kilka razy zdarzyło mi się również nałożyć produkt na dzień, pod makijaż - zużycie, jest nie większe niż 1/6 początkowej objętości. Po nieudanej przygodzie z tonerem z serii Extra Matt, który okazał się niewypałem w tej kwestii, byłam bardzo pozytywnie zaskoczona, i mogę być pewna że kosmetyk wystarczy mi na długie miesiące używania. 


Swanicoco, Refine Ferment The 1st Essence

Swanicoco, Refine Ferment The 1st Essence

Swanicoco, Refine Ferment The 1st Essence


Przechodząc do składu - jest bardzo, a wręcz skrajnie minimalistyczny bowiem mamy tu wyłącznie substancje niezbędne - nie mniej i nie więcej. Produkt jest oczywiście naturalny i w 100% wegański, tak jak pozostałe kosmetyki marki Swanicoco - czasem zapominam o tym wspomnieć przy okazji ich recenzowania bo dla mnie stało się to czymś zupełnie oczywistym. Na pierwszym miejscu w esencji mamy składnik pochodzenia fermentacyjnego, o tajemniczej nazwie - lizat bakterii Bifida. Jest to nic innego jak bakterie probiotyczne, których główną funkcją jest stymulacja regeneracji enzymatycznej, co w skrócie oznacza że wykazują silne właściwości naprawcze. Kolejnym składnikiem jest glikol butylenowy odpowiedzialny za nawilżenie i przenikanie substancji czynnych w głąb skóry, Alantoina, ułatwiająca gojenie się ran, a także jako ostatnia - guma ksantowa, czyli nic innego jak sfermentowany cukier o działaniu stabilizującym. 

Pomimo tego, że w składzie mamy dokładnie tylko cztery substancje, to produkt ten zdziałał dla mojej cery cuda. Przede wszystkim bardzo mocno ją rozjaśnił - po kilku tygodniach wydawała się być idealnie czysta i zdrowa, bez jakichkolwiek śladów potrądzikowych. Dodatkowo stała się pełna blasku, a także zregenerowana i zdrowo wyglądająca. 


Swanicoco, Refine Ferment The 1st Essence

Swanicoco, Refine Ferment The 1st Essence


Esencja świetnie nawodniła moją skórę - uwielbiam produkty o takim działaniu, bowiem w przypadku tych nawilżających zawsze jest mała obawa że mimo wszystko mogą zapchać moją mieszaną cerę. W tym przypadku, dzięki lekkiej formule nie było o tym mowy. Produkt poprawił również elastyczność, co było najbardziej widoczne na czole, dzięki zlikwidowaniu linii mimicznych i zapobiegnięciu ich ponownemu pojawieniu się.

Na koniec to co zaskoczyło mnie chyba najbardziej pozytywnie - podczas stosowania esencji, na mojej cerze nie pojawił się ani jeden wyprysk. Nie tylko ograniczyła ich powstawanie, ale także znacznie przyspieszyła gojenie się tych istniejących. Dodatkowo przywróciła odpowiedni poziom wodno-lipidowy skóry, łagodząc wszelkie podrażnienia czy zaczerwienia oraz stany zapalne, a co za tym idzie ograniczyła w znacznym stopniu nadmierne wydzielanie sebum oraz zmniejszyła rozszerzone pory.


Swanicoco, Refine Ferment The 1st Essence

Swanicoco, Refine Ferment The 1st Essence


Reasumując, produkt ten zaskoczył mnie naprawdę bardzo na plus, bowiem nie spodziewałam się po nim aż tak wiele. Owszem cena jest wysoka, ale sądziłam że będzie wyłącznie dobrym uzupełnieniem pielęgnacji, a okazał się być wystarczający, nawet stosowany samodzielnie. Myślę, że esencja nada się dla każdego typu ceru - jest lekka, a jednocześnie silnie regeneruje i dostarcza nawodnienia, nie obciążając przy tym cery. Kosmetyk możecie zakupić na stronie Yesstyle bądź Korea Depart za mniej więcej 50 USD ~ 190 zł.


Swanicoco, Refine Ferment The 1st Essence


                             PLUSY                                                              MINUSY

- Wydajność                                                                               - Wysoka Cena
- Szata graficzna
- Wegański, naturalny oraz 
   minimalistyczny skład
- Aplikacja
- Dostępność
- Konsystencja
- Błyskawicznie wchłania się do matu
- Nie pozostawia wyczuwalnej warstwy
- Można stosować pod makijaż
- Intensywnie wygładza oraz nawadnia skórę
- Bardzo mocno ją rozjaśnia
- Niweluje widoczność śladów po wypryskach
- Poprawia elastyczność skóry
- Zapobiega powstawaniu wyprysków oraz
  przyspiesza gojenie się już istniejących
- Wykazuje silne działanie regenerujące
- Koi skórę, oraz przywraca jej odpowiedni 
  poziom wodno-lipidowy 
- Reguluje nadmierne wydzielanie sebum
- Zmniejsza rozszerzone pory


MOJA OCENA:


Co sądzicie o tej esencji dziewczyny? Lubicie kosmetyki, w których główny składnik jest pochodzenia fermentacyjnego? :)