107 ONEOSEVEN, Rose Vinegar Water and Coreflex Essential Liquid - Toner oraz esencja, czyli jak szybko uzyskać efekt Glass Skin?

Opublikowano środa, 26 czerwca 2019

107 Oneoseven, Coreflex Essential Liquid, 107 Oneoseven, Rose Vinegar Water


Hej dziewczyny,

W dzisiejszym wpisie chciałabym wam przedstawić dwa kolejne, a zarazem ostatnie z kosmetyków koreańskiej marki 107 Oneoseven, które dotarły do mnie ze sklepu Jolse. Tym razem opisałam dla was toner oraz esencję, które bardzo mnie zaintrygowały przez swoje wysokie ceny. Wyglądają dość niepozornie dlatego byłam bardzo ciekawa czy są warte tylu pieniędzy i choć w sieci można natknąć się na informację że kosmetyki zdobyły wiele nagród na lokalnym rynku to nadal chciałam sprawdzić je na własnej skórze. Czy podjęłam dobrą decyzję?

Jeżeli jesteście ciekawe jak się u mnie sprawdziły i czy zrobiły coś dobrego dla mojej skóry oraz czym jest efekt Glass Skin z tytułu, to zapraszam!


Co o kosmetykach pisze producent?






107 Oneoseven, Rose Vinegar Water 


Hydrolat różano octowy, pomaga ukoić i przywrócić skórze naturalny blask. Łączy w sobie  moc niezbędnych aminokwasów z naturalnie sfermentowanego octu o silnym działaniu przeciwstarzeniowym z antyoksydacyjną, kojącą wodą różaną która wykazuje wiele dobroczynnych właściwości dla każdego rodzaju skóry.

Ocet Hanega jest tradycyjnie warzony na dziewiczym zboczu góry w Korei Południowej i jest naturalnie fermentowany przez siedem lat. Dzięki naturalnej fermentacji jest bogaty w aminokwasy, które zwiększają nawilżenie skóry, usuwają martwe komórki naskórka i wykazują działanie detoksykujące. Ocet ma również właściwości antybakteryjne, dzięki czemu jest doskonałym wyborem dla skóry trądzikowej. Dzięki bazie złożonej z wody różanej, która tonizuje skórę i zapewnia natychmiastową poprawę nawodnienia, 107 Oneoseven Rose Vinegar Water napełnia skórę witaminami A i C za pośrednictwem lekkiej, naturalnie pachnącej mgiełki.

Sposób użycia:
Produktu używaj jako toniku po oczyszczeniu twarzy lub w roli mgiełki, aby zwiększyć nawilżenie i dodać skórze blasku, który utrzyma się przez cały dzień.

Tip:
Namocz bawełniane płatki wodą z octu różanego, schłodzoną wcześniej w lodówce, i lekko przemyj całą twarz nasączonymi wacikami lub zostaw płatki kosmetyczne na skórze na kilka minut, aby uzyskać dodatkowe nawilżenie i tonizację.

INCI:
Rosa Centifolia Flower Water, Dipropylene Glycol, 1,2-Hexanediol, Butylene Glycol, Water, Disodium EDTA, Betaine, Tripropylene Glycol, Histidine, Hyaluronic Acid, Insositol, Arginine, Cysteine, Raffinose, Lysine, Glutamine, Glycine, Propylene Glycol, Caprylyl Glycol, Vinegar (1ppm).





107 Oneoseven, Coreflex Essential Liquid

Płyn Coreflex Essential Liquid dzięki zawartości fermentowanych składników takich jak Saccharomyces czy Lactobacillus wykazuje działanie odmładzające i rozjaśniające oraz przywraca skórze naturalną równowagę.

Jego właściwości pielęgnacyjne są znacznie wzmocnione dzięki naturalnie sfermentowanemu, tradycyjnie parzonemu octowi Hanega, który intensywnie odżywia i pomaga w regeneracji komórek skóry. Produkt jest silnie nawilżający oraz zapobiega starzeniu się skóry. Odpowiedni dla każdego typu cery.

INCI:
Aspergillus/Saccharomyces/Rice Ferment Filtrate, 1,3 Butylene Glycol, 1,2-Hexanediol, Butylene Glycol, Arbutin, Water, PEG/PPG-18/4 Copolymer, Pentylene Glycol, Lactobacillus/Soymilk Ferment Filtrate, Phenoxyethanol, PEG-60 Hydrogenated Castor Oil, Allantoin,Fragrance, Carthamus Tinctorius (Safflower) Flower Extract, Vinegar.








       Moja Opinia





107 Oneoseven, Rose Vinegar Water

107 Oneoseven, Rose Vinegar Water

107 Oneoseven, Rose Vinegar Water

107 Oneoseven, Rose Vinegar Water

107 Oneoseven, Rose Vinegar Water

107 Oneoseven, Rose Vinegar Water

107 Oneoseven, Rose Vinegar Water


107 Oneoseven, Rose Vinegar Water - Toner na bazie różanego octu

Kosmetyk ten jest zamknięty w ładnej i eleganckiej buteleczce o pojemności 120 ml. Wykonana jest z przeźroczystego, zamglonego plastiku przez co poniekąd imituje wygląd szkła oraz posiada białą, zdejmowaną nakrętkę. Przyznaję, że ów minimalistyczny design całkowicie mnie do siebie przekonał ponieważ jest bardzo estetyczny i przyjemny dla oka. Do butelki z tonikiem dołączone jest również kartonowe opakowanie, na którym można znaleźć takie informacje jak opis podstawowych właściwości, sposób użycia czy nawet skład - wszystko w języku angielskim, więc producent bardzo się postarał i od razu można stwierdzić że nie jest to kosmetyk przeznaczony jedynie na lokalny rynek koreański, ale był także tworzony z myślą o klientach międzynarodowych.

Po zdjęciu nakrętki ukazuje się atomizer w tym samym kolorze. Przyznam że byłam tym dość zaskoczona bo tonery zazwyczaj wylewa się z opakowania, a nie używa jak mgiełki. Zresztą w tym przypadku całkowicie mija się to z celem bowiem jeśli produkt dostanie się do oczu to powoduje bardzo mocne pieczenie i nie da się tego za bardzo obejść ponieważ chmura cieczy jaką daje po naciśnięciu jest bardzo obfita, a szkoda bo dzięki temu że jest również bardzo drobna i odświeżająca to kosmetyk ten mógłby świetnie sprawdzić się w czasie upalnych dni. Z tego powodu, choć aplikator ma formę atomizera to zdecydowałam się aplikować tonik za pomocą dłoni. Ten sposób jest jak dla mnie najwygodniejszy oraz najbardziej ekonomiczny ponieważ w przypadku płatka bardzo duża część produktu wchłania się w materiał przez co szybciej go ubywa i sama bardzo rzadko korzystam akurat z tej metody.

Do dokładnego pokrycia całej cery potrzebowałam najczęściej jakichś pięciu psiknięć. Tonik jest dość wydajny więc bez problemu wystarczy na wiele miesięcy stosowania. Dzięki temu że butelka jest całkowicie przeźroczysta to można na bieżąco monitorować jego zużycie. Na kosmetyku nadrukowana jest zarówno data ważności, jak i symbol PAO czyli okres w jakim należy go zużyć liczony od momentu otwarcia. W tym przypadku wynosi on 12 miesięcy, więc dość długo i nie ma ryzyka że przy regularnym stosowaniu nie zdążycie zużyć produktu.

Konsystencja tonera jest typowo wodnista, bezbarwna oraz nietłusta. Po psiknięciu w zagłębienie dłoni można dostrzec delikatne spienienie. W czasie nanoszenia na skórę twarzy daje bardzo odświeżające uczucie, dlatego jak wcześniej wspomniałam bardzo żałuję że jednak nie sprawdza się jako mgiełka. Dzięki ultra lekkiej konsystencji można go stosować zarówno podczas porannej, jak i wieczornej rutyny pielęgnacyjnej ponieważ jest kompletnie niewyczuwalny. Wchłania się wręcz natychmiastowo po aplikacji dając efekt pełnej blasku, napiętej (lecz nie nieprzyjemnie ściągniętej) skóry. Przyznam, że nie pamiętam żebym dotychczas używała kosmetyku, który zapewniłby mi podobne wykończenie. Choć jestem fanką matu, to nadal przypadło mi do gustu! Nigdy nie próbowałam uzyskać efektu Glass Skin, bo do tego potrzebna jest idealna cera jednak ten produkt poprawia jej kondycję i rzeczywiście bardzo pozytywnie na nią wpływa. Dzięki temu że nie pozostawia żadnej zauważalnej warstwy okluzyjnej idealnie nadaje się do stosowania w duecie z czymś mocniej nawilżającym. Nie mogę jeszcze nie wspomnieć o zapachu ponieważ jest bardzo...specyficzny. Jest mocny, intensywny i kojarzy mi się z babcinymi perfumami. W składzie nie ma sztucznego zapachu, a jedyny ekstrakt pochodzi z kwiatów róży stulistnej więc wnioskuję że to on jest za niego odpowiedzialny. Zapach nie jest zły, ale wiem że nie każdemu przypadnie do gustu.

Skład, podobnie jak opakowanie również jest dość minimalistyczny i nie znajdziemy tu zbyt wielu substancji, jednak nie można odmówić im skuteczności. Na pierwszym miejscu znajduje się wyciąg z kwiatów róży stulistnej który działa gojąco, przeciwzapalnie i łagodząco. Posiada działanie antyseptyczne, antybakteryjne i lekko ściągające; przeciwdziała starzeniu się skóry i zmarszczkom. Poprawia także elastyczność i gładkość cery. Następnie Glikol dipropylenowy który jest rozpuszczalnikiem oraz substancją nawilżającą, 1,2-Hexanediol czyli konserwant utrzymujący wilgoć który działa przeciwbakteryjnie, Glikol butylenowy ułatwiający przenikanie składników aktywnych w głąb skóry, woda, Disodium EDTA odpowiedzialny za ochronę kosmetyku przed zepsuciem i patogenami, Betaina o silnym działaniu nawilżającym, Glikol tripropylenowy jako humektant i stabilizator emulsji, Histydyna o właściwościach nawilżających, która działa przeciwzmarszczkowo, zapobiega utracie elastyczności. W składzie mamy jeszcze Kwas hialuronowy który jest popularnym składnikiem wiążącym wodę w naskórku i poprawiającym elastyczność, Inozytol czyli witamina B8 likwidująca popękane naczynka, wspomaga także leczenie łojotoku i trądziku, Arginina która silnie nawilża, Cysteina o działaniu antyoksydacyjnym, Rafinoza, Lizyna o działaniu nawilżającym, wygładzającym i wzmacniającym skórę, Glutamina ujędrnia, napina i wygładza, Glicyna regeneruje skórę, działa rozjaśniająco, nawilżająco i wzmacniająco, Glikol propylenowy będący promotorem przejścia składników aktywnych w głąb skóry, Glikol kaprylowy jako nośnik substancji aktywnych i filmotwórczy emolient oraz Ocet odpowiedzialny za pH i właściwości antyoksydacyjne.

MOJA OCENA:



107 Oneoseven, Coreflex Essential Liquid

107 Oneoseven, Coreflex Essential Liquid

107 Oneoseven, Coreflex Essential Liquid

107 Oneoseven, Coreflex Essential Liquid

107 Oneoseven, Coreflex Essential Liquid

107 Oneoseven, Coreflex Essential Liquid

107 Oneoseven, Coreflex Essential Liquid


107 Oneoseven, Coreflex Essential Liquid - Esencja na bazie fermentowanych składników

Esencja, a właściwie Essential Liquid marki 107 Oneoseven dość mocno różni się wyglądem od tonera. Opakowanie, choć ma tą samą wysokość to jest znacznie węższe i w sumie to nic dziwnego ponieważ pojemność jest znacznie mniejsza i wynosi zaledwie 50 ml. Trudno jednak stwierdzić jak przekłada się to na wydajność bo opakowanie jest zupełnie nieprzeźroczyste i nie da się kontrolować zużycia, nawet jeśli umieści się butelkę pod światło. Szata graficzna również jest dość minimalistyczna ale mamy tutaj więcej wyróżniających się elementów jak napisy w niebieskim kolorze, czy srebrny atomizer. Całość prezentuje się świetnie i widać że producent przemyślał dokładnie jak mają wyglądać jego kosmetyki dopasowując je do ogólnej filozofii marki w której króluje właśnie minimalizm i prostota. Kartonowe opakowanie esencji jest w całości w języku koreańskim co trochę mnie zdziwiło bo dotychczas wszystkie produkty ze 107 które wypróbowałam - a trochę ich już było, posiadały angielskie opisy. Być może są one po jakimś upgradzie, a esencja czeka dopiero na swoją kolej.

Esencję aplikowałam w taki sam sposób jak toner, czyli za pomocą dłoni. Atomizer zabezpieczony jest przeźroczystą nakrętką, która również nie jest odkręcana, a zdejmowana - trochę trudno się do tego przyzwyczaić i przyznam szczerze że na czas gdy stosowałam kosmetyk to schowałam ją do szafy, bo jest wtedy całkowicie zbędnym elementem. Wolałabym chyba żeby producent zamiast tego zainwestował w naklejkę bądź folię ochronną ponieważ biorąc pod uwagę, że oprócz standardowej daty ważności mamy tutaj także do czynienia z symbolem PAO, to warto byłoby zastosować taką formę ochrony aby dawała pewność że nabyty produkt na pewno jest świeży i nieużywany. 107 Oneoseven to dość droga marka dlatego tym bardziej mnie to rozczarowało. Wracając jeszcze na moment do PAO, to w tym przypadku również mamy 12 miesięcy od momentu otwarcia na zużycie kosmetyku, więc całkiem sporo i jestem pewna że esencja wykończy się znacznie szybciej, ponieważ do dokładnego pokrycia cery potrzeba podobnej ilości psiknięć co w przypadku tonera, a o pojemność jest mniejsza.

Konsystencja jest wodnista, bez koloru i lejąca, ale jednocześnie ma w sobie wyczuwalną tłustość. To właśnie dzięki niej, esencja dość dobrze nawilża cerę ponieważ pozostawia po sobie ochronną warstwę okluzyjną która zabezpiecza skórę przed nadmiernym odparowaniem wody z jej powierzchni. Dodatkowo jest w stanie ją również fajnie nawodnić, dlatego zalecałabym ją raczej dla dziewczyn ze skórą suchą bądź normalną. Dla mnie niestety okazała się chyba za ciężka ponieważ w czasie stosowania pojawiało mi się więcej wyprysków niż zwykle. Nie wiem czy to wina tej tłustej i lepkiej warstwy, która bardzo wolno i dość kiepsko się wchłaniała czy może któregoś ze składników ale niestety nie jest to produkt odpowiedni dla mojej mieszanej cery. No i dodatkowa uwaga - esencja szczypie w oczy tak samo jak toner, dlatego stanowczo odradzam spryskiwania całej twarzy. Zapach też jest podobny więc osoby z wrażliwym nosem mogą mieć problem z przyzwyczajeniem się do niego.

Przechodząc do składu, na pierwszym miejscu znajdują się fermentowane ekstrakty które słynną ze swych właściwości antyoksydacyjnych i przeciwstarzeniowych, następnie Glikol butylenowy ułatwiający przenikanie składników aktywnych w głąb skóry, konserwant 1,2-Hexanediol, Arbutyna która skutecznie rozjaśnia i dodaje blasku skórze, likwiduje stany zapalne i jest silnym antyoksydantem, woda, PEG/PPG-18/4 Copolymer czyli rozpuszczalnik, Glikol pentylenowy zapobiegający wysychaniu preparatu kosmetycznego i również pełniący rolę rozpuszczalnika, Fermentowany filtrat z mleka sojowego, Fenoksyetanol czyli silny i dość kontrowersyjny konserwant, Uwodorniony olej rycynowy poprawiający właściwości aplikacyjne kosmetyku, Alantoina o działaniu łagodzącym i wspomagającym procesy regeneracji, sztuczna substancja zapachowa, Ekstrakt z kwiatów Krokosza Barwierskiego i Ocet jako regulator pH.

MOJA OCENA:




107 Oneoseven, Rose Vinegar Water

107 Oneoseven, Rose Vinegar Water

107 Oneoseven, Rose Vinegar Water

107 Oneoseven, Rose Vinegar Water


Jak sprawdziły się u mnie oba kosmetyki? Jakie właściwości pielęgnacyjne zaobserwowałam przy regularnym stosowaniu?

  • W mojej ocenie, zarówno toner jak i esencja najlepiej spisują się w walce ze zmęczonym i poszarzałym kolorytem skóry, ponieważ już po pierwszej aplikacji można dostrzec że skóra wygląda na jaśniejszą i bardziej promienną, a przy regularnym stosowaniu staje się świetlista i emanuje swoim wewnętrznym blaskiem, przez co wygląda zdrowo i świeżo. Jestem szczerze zachwycona tym jak dobrze owe kosmetyki spisują się w tym zakresie i byłam bardzo zaskoczona efektem Glass Skin jaki są w stanie zapewnić. Dla tych którzy nie wiedzą - efekt Glass Skin to bardzo pożądane zjawisko w Korei i polega na tym że skóra jest idealna niczym tafla szkła bez żadnej niedoskonałości i odbijająca światło dzięki temu że jej powierzchnia wygląda niczym wypolerowana. Oczywiście do wszystkiego trzeba podchodzić z rozsądkiem i to nie tak że te kosmetyki nagle odmieniły moją skórę o 180 stopni, jednak różnica jest rzeczywiście zauważalna i przyznam że pierwszy raz spotykam się z produktami, które wykazują takie właściwości pielęgnacyjne. Żeby osiągnąć efekt Glass Skin to najczęściej potrzeba całego rytuału pielęgnacyjnego dostosowanego pod ten aspekt, a tu proszę - wystarczy toner bądź esencja marki 107. W prawdzie początkowo miałam bardzo mieszane uczucia, ponieważ jak wiecie preferuję mat jednak taka błyszcząca skóra w dobrym stanie, pełna blasku i witalności prezentuje się naprawdę ładnie. Chciałabym w tym miejscu zaznaczyć że kosmetyki dają nieco inny efekt końcowy. W przypadku tonera - efekt jest po jego zmyciu i skóra ładnie się błyszczy oraz jest w charakterystyczny sposób napięta przez co wydaje się także jędrniejsza, jednak w przypadku esencji jest to mniej zauważalne i o ile po aplikacji daje połysk przez wzgląd na swoją konsystencję, to jednak po zmyciu skóra wygląda całkiem normalnie, co w sumie mnie dziwiło bo początkowo wydawało mi się że będzie na odwrót bo to w końcu esencja powinna wykazywać mocniejsze działanie pielęgnacyjne, przynajmniej w teorii.
  • Kolejna niezwykła właściwość tych kosmetyków to bardzo dobre efekty w zakresie zwężania porów. Od razu po aplikacji tonera można wyczuć bardzo silne odświeżenie cery oraz charakterystyczne ściągnięcie i napięcie, przez co pory stają się o wiele mniejsze i praktycznie niewidoczne - w moim przypadku zwłaszcza na policzkach gdzie mam z nimi największy problem. Wiem, że ściągnięcie ma dość negatywny wydźwięk i brzmi jakby był to produkt przesuszający ale niech was to nie zmyli. Właściwości ściągające są bardzo cenione w kosmetykach i tym przypadku mam na myśli, jedynie te pozytywne które polepszają ogólną kondycję cery, a nie jej szkodzą. Produkt ten idealnie nadaje się na lato ponieważ fajnie orzeźwia skórę. Esencja również zwęża pory, ale wydaje mi się że toner radzi sobie z tym jednak nieco lepiej, ale stosowałam go też jako pierwszy więc istnieje możliwość że po prostu esencja nie miała już pola do popisu ponieważ wcześniejszy efekt nadal się utrzymywał.
  • Kosmetyki te, mimo swojej wodnistej formuły są w stanie utrzymać odpowiedni poziom nawilżenia skóry, zapobiegając jej wysuszeniu czy powstawaniu suchych skórek. Pod tym względem, znacznie lepiej spisuje się esencja ponieważ ma w sobie charakterystyczny dodatek tłustości, przez co lepiej chroni i zabezpiecza skórę przed nadmiernym odparowaniem wody z jej powierzchni oraz dodatkowo ją nawadnia dzięki zawartości składników wiążących wodę w naskórku. Jednak toner wykazuje za to dodatkową właściwość w postaci umiejętności regulowania sebum - byłam szczerze zaskoczona jak dobrze sobie z tym poradził, zwłaszcza że w okresie letnim jest to dla mnie prawdziwą zmorą. Toner skutecznie ograniczył nadmierne wydzielanie sebum sprawiając że skóra była dłużej świeża, a makijaż nie potrzebował aż tylu poprawek w ciągu dnia.
  • Toner niewątpliwie wykazuje silne właściwości antybakteryjne oraz regenerujące - po aplikacji można było wyczuć delikatne szczypanie w miejscach gdzie były wypryski. Produkt bardzo szybko gasił stany zapalne, przyspieszał gojenie się zmian oraz zapobiegał powstawaniu nowych. Dodatkowo poprawiał także gojenie się przebarwień po niedoskonałościach, przez co ślady które po sobie pozostawiały znacznie szybciej zanikały. Co do esencji to mam bardzo mieszane uczucia - już po kilku aplikacjach mogłam zauważyć że nasilała problemy z wypryskami powodując niewielki wysyp. I przez niewielki mam na myśli, że był na tyle mały że przez dość długi czas nie byłam pewna czy to czasem nie indywidualna kwestia mojej skóry, a nie samego kosmetyku. Jednak zrobiłam kilka przerw i za każdym razem gdy wracałam do esencji to sytuacja się niestety powtarzała. Nie jestem pewna z czego może to wynikać, bo owszem jest ona cięższa od tonera ale jednocześnie nie określiłabym jej formuły jako potencjalnie komedogennej bo po aplikacji skóra może bez problemu oddychać więc sądzę że po prostu nie toleruję któregoś ze składników.
  • Oba kosmetyki świetnie wygładzają skórę, sprawiając że przy regularnym stosowaniu jej tekstura staje się wyrównana i napięta, oraz nabiera ładniejszego kolorytu. Dają bardzo dobre rezultaty w tym zakresie i myślę, że poniekąd właśnie to jest jedną z głównych przyczyn wcześniej wspomnianego efektu Glass Skin, przynajmniej w przypadku tonera. Warto jednak pamiętać, że wykazują również potencjał drażniący i nie należy nakładać ich na wrażliwą czy podrażnioną skórę, a już na pewno unikać kontaktu z oczami. Niestety atomizer tego nie ułatwia, jednak w momencie gdy któryś z produktów dostanie się do oczu to powoduje bardzo silne pieczenie i szczypanie i trzeba je wtedy koniecznie przepłukać pod bieżącą wodą przez co najmniej parę minut. Mało który produkt tak mocno podrażniał mi oczy, dlatego warto mieć na uwadze że z pewnością nie są to kosmetyki łagodzące i choć nie spowodowały negatywnych efektów na skórze w postaci zaczerwienień to przed aplikacją warto wykonać próbę uczuleniową bo mogą się nie sprawdzić u dziewczyn z delikatniejszą skórą.


107 Oneoseven, Coreflex Essential Liquid

107 Oneoseven, Coreflex Essential Liquid

107 Oneoseven, Coreflex Essential Liquid

107 Oneoseven, Coreflex Essential Liquid


Podsumowanie

O ile toner zachwycił mnie swoim działaniem to esencja wręcz przeciwnie - srogo rozczarowała. W prawdzie ona także daje zauważalne efekty pielęgnacyjne jak nawilżenie czy rozjaśnienie skóry, jednak dodatkowo odniosłam wrażenie że nasilała problem pojawiających się wyprysków. Biorąc pod uwagę, że jest ona droższa od tonera, to oczekiwałam od niej znacznie więcej i przede wszystkim - że lepiej się od niego sprawdzi, dlatego zawód był tym większy.

Za to toner mogę pochwalić bo świetnie spisał się w swojej roli, odświeżając skórę, działając przeciwbakteryjnie, przeciwzapalnie oraz ściągająco. Oczywiście wykazuje jeszcze szereg innych właściwości pielęgnacyjnych ale te, które wymieniłam wywarły na mnie największe wrażenie. Jest to naprawdę dobry produkt i jego jedyna wada to wywoływanie pieczenia po dostaniu się do oczu. Naprawdę ciężko mi zrozumieć powody które stały za decyzją producenta o umieszczeniu atomizera w formie aplikatora i chyba jedynym uzasadnieniem tej decyzji jest po prostu efekt wizualny, zresztą bardzo udany. Mimo wszystko efekt Glass Skin wynagradza mi wszelkie niedogodności. Jak wiadomo bardzo trudno uzyskać go nawet z całą rutyną pielęgnacyjną ułożoną stricte pod ten jeden aspekt, także na tej płaszczyźnie toner bardzo mile mnie zaskoczył.

Gdybym miała krótko podsumować moją przygodę z marką 107 Oneoseven, to mam dość mieszane uczucia. Dwa spośród trzech kosmetyków które wybrałam sobie do testów sprawdziły się wyśmienicie i mam konkretnie na myśli opisywany dzisiaj toner oraz olejek w żeli z poprzedniego posta. Natomiast maski w płachcie i esencja okazały się zbyt obciążające, jednak myślę że mogłyby się spodobać dziewczynom z suchą skórą które potrzebują dużej dawki nawilżenia!

Poniżej macie linki do obu produktów, znajdujących się w sklepie Jolse. Wiem, że są dość drogie ale nim całkowicie je skreślicie z tego powodu to warto sprawdzać promocje ponieważ są dość często organizowane i można wtedy nabyć je dużo taniej!



Dajcie znać dziewczyny czy któryś z produktów was zainteresował. Stosujecie w swojej pielęgnacji toner bądź esencję, czy może uważacie je za zbędne kroki?




Powiązane artykuły

31 komentarze

  1. O produktach słyszałam, ale nie miałam ich.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z całego serca polecam toner, natomiast do esencji mam bardzo mieszane uczucia i nie u każdego się sprawdzi ;)

      Usuń
  2. Na toner bym się chętnie skusiła :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest naprawdę świetny, z pewnością będziesz nim zachwycona :)

      Usuń
  3. Jak zawsze bardzo wyczerpująca recenzja zawierająca wszystko co istotne dla Czytelnika :) Zaciekawiłaś mnie do tego stopnia, że toner z chęcią bym wypróbowała. Co do esencji też się fajnie zapowiada. Oba kosmetyki wyglądają bardzo szykownie i nowocześnie :)

    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szata graficzna to niewątpliwie mocna strona marki 107 Oneoseven! :)
      Esencja może nieźle się sprawdzić w przypadku skóry suchej, ale nie polecam jej dla osób których cera ma skłonność do zapychania bo raczej nie będą zadowolone :D

      Usuń
  4. Z tymi kosmetykami nie miałam jeszcze do czynienia i chyba nawet o nich do tej pory nie słyszałam. Przede wszystkim, kosmetyki które chcę wypróbować, muszą mieć w sobie to coś co mnie do nich przyciągnie - i tutaj - szata graficzna mnie całkowicie porwała - wyglądają bajecznie. Chętnie skusiłabym się na tę esencję.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest to dość mało popularna marka na świecie, ale za to znana w Korei ponieważ zdążyła już zdobyć kilka cenionych nagród dlatego nie dziwię się że pierwszy raz o niej słyszysz ;)

      Usuń
  5. Opakowania niby niepozorne aczkolwiek dają taka nutkę zaufania do ich zawartości. Ostatnio sama stosuje więcej esencji szczególnie jak mamy takie upały a chłodna esencja ulgi doda. Teraz zostaje nam tylko czekać na promocję

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, takie wodniste kosmetyki idealnie sprawdzają się na lato bo są lżejsze i mniej obciążające :) Ale to też zależy od tego jaką ma się skórę - w przypadku mojej mieszanej takie formuły działają obecnie znacznie lepiej dlatego włączyłam ich dość sporo do swojej letniej rutyny pielęgnacyjnej! Szkoda tylko że akurat te kosmetyki szczypią w oczy, i nie można spryskać całej twarzy dla ochłodzenia w ciągu dnia :(

      Usuń
  6. Uwielbiam efekt Glass Skin. Tych kosmetyków nigdy nie próbowałam, ale na obecną pogodę wydają się idealne ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, powinny fajnie spisać się latem bo są dość lekkie - zwłaszcza toner, bo esencja ma w sobie wyczuwalną tłustość i nie każdemu może się to spodobać, zwłaszcza jeśli oczekuje zupełnie nieobciążającej formuły ;)

      Usuń
  7. Różany ocet brzmi ciekawie , dodatkowo Twój opis nakłania do wypróbowania :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawda? Mnie też zaintrygowało połączenie róży stulistnej z tradycyjnym, fermentowanym, koreańskim octem :)

      Usuń
  8. Za każdym razem zaskakujesz mnie tymi różnymi markami, o których pojęcia nie mam. Najbardziej mnie ciekawi różany ocet - ciężko mi sobie wyobrazić jego zapach, serio :p I duży plus za prosty, minimalistyczny design :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hah, zapach jest rzeczywiście bardzo oryginalny i zapada w pamięć xD

      Usuń
  9. ciekawy ten toner, moze też spróbuję

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Warto zaczekać na promocję - w sklepie Jolse są organizowane dość często ;)

      Usuń
  10. Miałam ochotę wypróbować oba produkty, ale jak widzę to według Ciebie tylko ten pierwszy dostał maksymalną ilość gwiazdek. Skład ma on dosyć długi jak na hydrolat i zastanawiam się jakby moja skóra na niego zareagowała. Odstrasza mnie trochę cena. Chyba poczekam na promocję :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cena nie należy w prawdzie do najniższych ale nie ma źle biorąc pod uwagę że produkt zawiera ocet który był fermentowany aż przez 7 lat! :D

      Usuń
  11. Bardzo wyczerpująca recenzja. Co do formy atomizera coraz częściej spotykam ją w przypadku toników i mnie faktycznie też nie bardzo ona pasuje. Wolę klasyczne nakładanie na płatek.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja akurat lubię atomizery, tylko że w tym przypadku nie pasuje mi dlatego że podczas aplikacji trudno ominąć okolicę oczu, a niestety ale oba produkty powodują pieczenie więc atomizer w formie aplikatora kompletnie mija się z celem :D

      Usuń
  12. Toner chętnie wypróbuję, choć przyznaję, że cena robi wrażenie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Toner jeszcze przejdzie, ale esencja rzeczywiście mega droga :D

      Usuń
  13. Nie znam tych kosmetyków, ale przyznaję, że opakowania mają bardzo ładne ☺

    OdpowiedzUsuń
  14. Interesujące obydwa produkty, będę polować na promocję :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Warto śledzić fanpage sklepu Jolse, tam zawsze informują o aktualnych promocjach ;)

      Usuń
  15. Właśnie czegoś takiego na tę pogodę szukałam :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Kosmetyki już kojarzę z Internetu i mam na nie jeszcze większą ochotę :)

    OdpowiedzUsuń
  17. W takim razie toner mogłybyśmy wypróbować, podoba nam się działanie takie jak rozświetlenie skóry i zwężanie porów. Jednak jak coś ma skłonności do nasilenia wyprysków to omijamy szerokim łukiem przy naszej cerze :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę że toner mógłby się rzeczywiście u was sprawdzić, natomiast esencja no cóż... nie ma kosmetyku idealnego :D

      Usuń