B&SOAP, Wash off Mask (Apate Black, Mamie Blue, Scadi White, Breni Yellow) - Zmywalne maski do twarzy w czterech odsłonach

Opublikowano wtorek, 26 marca 2019


B&SOAP, Wash off Mask (Apate Black, Mamie Blue, Scadi White, Breni Yellow) - Zmywalne maski do twarzy w czterech odsłonach


Hej dziewczyny,

W dzisiejszym wpisie chciałabym wam w końcu przedstawić wszystkie cztery maski marki B&SOAP, które miałam okazję testować przez ostatnie trzy miesiące.

To całkiem sporo czasu, ale dzięki temu wyrobiłam sobie dobrze ugruntowaną opinię na temat każdej z nich, dlatego mam nadzieję że pomoże wam to w wyborze tej, która pod względem zapewnianych  efektów najlepiej pasuje do waszego typu cery - a niekoniecznie pokrywa się to z obietnicą producenta, dlatego tym bardziej warto przeczytać ten post!

Jeżeli zastanawiacie się na zakupem którejś z tych masek, to mam nadzieję że wpis nieco ułatwi wam wybór w tym zakresie!


Co o każdej z masek pisze producent?


Oficjalna strona producenta marki B&SOAP


B&SOAP Apate Black Wash Off Pack

Zmywalna maska z zawartością węgla drzewnego, pyłu wulkanicznego z wysypy Jeju, glinki kaolin, zielonego koreańskiego kawioru oraz trehalozy. Węgiel drzewny, glinka oraz pył wulkaniczny skutecznie oczyszczą pory oraz przywrócą odpowiednią równowagę wodno lipidową skórze. Winogrona morskie oraz Trehaloza dostarczą natomiast odpowiedniej dawki nawilżenia, poprawiając przy tym naturalną syntezę kolagenu oraz wzmacniając barierę skóry.

INCI:
D.I. Water, Kaolin, Glycerin, Diatomite, Bentonite, Charcoal, Volcanic Ash Extract, Trehalos Extract, Hyaluronic Acid, Butylene Glycol, Hydrolyzed Collagen, Caulerpa Lentillifera Extract, Xanthan Gum, Olive Oil, Phenoxyethanol, 1,2-Hexanediol, Caprylyl Glycol, Ethylhexylglycerin, Allantoin, Fragrance.


B&SOAP Mamie Blue Wash Off Pack

Do produkcji niebieskiej maski wash off jako głównego składnika użyto wody morskiej, która pomaga dostarczyć nawilżenie w głąb skóry oraz poprawia jej ogólną kondycję. Puder z czerwonej fasoli kontroluje proces złuszczania naskórka. Mięta pieprzowa odpowiada za dodanie skórze witalności oraz wspomaga kontrolowanie wydzielania sebum. Wiesiołek natomiast oprócz dobroczynnego wpływu na poprawę stanu nawilżenia skóry, wykazuje pozytywne działanie w zakresie poprawy elastyczności cery. Propolis efektywnie dostarcza nawodnienia oraz usuwa zanieczyszczenia, wykazując przy tym działanie antybakteryjnie.

INCI:
Sea Water, Kaolin, Glycerin, Diatomaceous Earth, Bentonite, Phaseolus Angularis Seed Powder, 1,2-Hexanediol, Euterpe Oleracea Fruit Extract, Propolis Extract, Tocopheryl Acetate, Phenoxyethanol, Xanthan Gum, Oenothera Biennis (Evening Primrose) Oil, Mentha Piperita (Peppermint) Oil, Allantoin, Fragrance, FD&C Blue #1.


B&SOAP  Scadi White Wash Off Pack

Zmywalna maska o właściwościach silnie rozjaśniających. Sprawi, że skóra stanie się pełna blasku, a także będzie wyglądała na bardziej świetlistą i czystą dzięki zawartości składników pochodzących z fermentacji ryżu. Ekstrakt z korzenia morwy oraz witamina B3 i E jako główne składniki pomogą skórze stać się bardziej nawilżoną i zapobiegną wystąpieniu przesuszeń. Dodatkowo, glinka kaolin usunie zanieczyszczenia oraz zalegające w porach sebum, dlatego jest odpowiednia do stosowania jako codzienny produkt złuszczających - scrub.

INCI:
Water, Propylene Glycol, Glycerin, Sodium Hyluronate, Mineral Oil, Talc, Aspergillus/Rice Ferment Extract, Caprylic/Capric Triglyceride, Kaolin, Stearic Acid, Cetyl Alcohol, Niacinamide, Titanium Dioxide, 1,2-Hexanediol, Lithium Magnesium Sodium Silicate, Arginine, Polyacrylamide, C13-14 Isoparafin, Laureth-7, Olivoyl Hydrolyzed Wheat Protein, Cetearyl Alcohol, Glyceryl Oleate, Glyceryl Stearate, Water, Butylene Glycol, Punica Granatum Fruit Extract, Ficus Carica (Fig) Fruit Extract, Codonopsis Lancelota Root Extract, Centella Asiatica Extract, Chamomilla Recutita (Matricaria) Flower Extract, Glycyrrhiza Glabra (Licorice) Root Extract, Camellia Sinensis Leaf Extract, Polygonum Cuspidatum Root Extract, Rosmarinus Officinalis (Rosemary) Leaf Extract, Scutellaria Baicalensis Root Extract, Butylene Glycol, Water, Citrus Grandis (Grapefruit) Peel Extract, Betaine, Simmonsida Chinensis (Jojoba) Seed Oil, Squalane, Dimethicone, Fragrance, Panthenol, Tocopheryl Acetate, Natto Gum, Allantoin, Disodium EDTA, Dipotassium Glycyrrhizate, Morus Alba Bark Extract, Water, Butylene Glycol, Gleditschia Australis Thorn Extract, Angelica Dahurica Root Extract, Cimicfuga Racemosa Root Extract, Bletilla Striata Root Extract, Oryza Sativa (Rice) Extract, Phaseolus Radiatus Seed Extract, Trichosanthes Kirilowii Root Extract, Amomum Xanthioides Seed Extract, Broussonetia Kazinoki Root Extract, Eugenia Caryophyllus (Clove) Flower Extract, Oryza Sativa (Rice) Bran Extract, Portulaca Oleracea Extract, Beta-Glucan.


B&SOAP Breni Yellow Wash Off  Pack

Zmywalna maska składająca się z takich substancji jak miód, limonka, słodkie migdały oraz oliwa z oliwek. Miód oraz limonka sprawią, że cera stanie się rozświetlona, a także dostarczą niezbędnych substancji odżywczych. Glinka Kaolin, w delikatny sposób złuszczy martwy naskórek, a słodkie migdały oraz oliwa z oliwek ochronią skórę przed nadmiernym przesuszeniem oraz niesprzyjającymi czynnikami zewnętrznymi. Twoja skóra stanie się wygładzona oraz nawilżona!

INCI:
Water, Kaolin, Glycerin, Bentonite, Diatomaceous Earth, 1,2-Hexanediol, Honey Extract, Daucus Carota Sativa (Carrot) Root Extract, Citrus Limon (Lemon) Fruit Extract, Aloe Barbadensis Leaf Extract, Macadamia Ternifolia Seed Oil, Butylene Glycol, Sodium Hyaluronate, Prunus Amygdalus Dulcis (Sweet Almond) Oil, Zae Mays (Corn) Starch, Olea Europea (Olive) Fruit Oil, Xanthan Gum, Allantoin, Phenoxythethanol, Ethylhexylglycerin, Fragrance, CI 19140, CI 15985.





        Moja Opinia



B&SOAP, Wash off Mask (Apate Black, Mamie Blue, Scadi White, Breni Yellow) - Zmywalne maski do twarzy w czterech odsłonach


Kilka słów wstępu na temat wszystkich masek

W dzisiejszym poście, opisałam wam wszystkie cztery rodzaje masek które na obecny moment są dostępne w asortymencie marki B&SOAP - każda z nich ma zupełnie inny kolor oraz przeznaczona jest dla innego rodzaju cery.

Maski zamknięte są w słoiko-podobnym opakowaniu z odkręcanym wieczkiem, które jest wykonane z całkowicie czarnego i nieprzeźroczystego plastiku. W zasadzie nic ich od siebie nie odróżnia poza napisami znajdującymi się na kartonikach oraz plastikowych pojemnikach. Z tego co widziałam, to starsza wersja posiadała elementy w kolorach odpowiadających kolorowi zawartości, ale po zmianie szaty graficznej producent całkowicie z tego zrezygnował. Każda z masek ma pojemność 130 gram, z wyjątkiem białej której jest mniej i ma 110 gram - jednak opakowania są w takim samym rozmiarze, po prostu różnią się ilością kosmetyku w środku. Do każdej z masek dołączona jest wyprofilowana, plastikowa szpatułka przeznaczona do higienicznego nabierania produktu, tak aby zminimalizować ryzyko przedostania się do środka drobnoustrojów z naszej skóry.

Muszę przyznać, że jak na lokalną i małą koreańską markę kartonowe opakowania opisane są naprawdę wzorowo ponieważ nie dość że znajduje się na nich szczegółowy opis produktu, to w dodatku mamy także pełny, angielski skład INCI. Ale, żeby nie było tak różowo - składy prawdopodobnie nie były tłumaczone przez specjalistów ponieważ znalazłam kilka błędów, literówek oraz kilkukrotne zamieszczenie wody jako czterech osobnych substancji. Napisałam w tej sprawie do producenta i okazało się że przy upgradzie opakowań coś poszło nie tak, ale jak dla mnie to trochę słabe ponieważ jeśli przykładowo jakaś substancja zostałaby przypadkowo pomięta, a okazałoby się że osoba stosująca maskę jest na nią uczulona to spowodowałoby to bardzo wiele komplikacji i problemów, a takowy konsument mógłby nawet złożyć pozew o odszkodowanie. Odkąd przed nałożeniem czegoś na twarz/ciało/włosy sprawdzam regularnie co znajduje się w kosmetyku to dla mnie skład INCI to świętość i nigdy nie powinien być poddany w wątpliwość, dlatego bardzo mnie to rozczarowało.

Nowa wersja masek nie jest zabezpieczona. Maskę Mamie Blue dostałam jeszcze w starej wersji i miała przeźroczystą naklejkę zabezpieczającą na kartoniku, ale te w nowej już jej nie posiadają - tak samo, jak żadnego innego zabezpieczenia więc niestety ale trudno ocenić czy faktycznie nie były wcześniej otwierane, jednak to nie tak że producent całkowicie to olał. Przy pierwszym otwarciu można zauważyć że wieczko plastikowego opakowania nie jest do końca dokręcone, a jedynie na tyle żeby nie przepuszczać do środka powietrza. Tak więc, jeśli wasza maska jest dokręcona całkowicie to oznacza, że coś może być nie na rzeczy.

Jeśli chodzi o daty ważności, to w prawdzie nie ma symbolu PAO, ale maski są ważne przez 12 miesięcy od momentu otwarcia. To całkiem długi okres i z pewnością zdąży się je przez ten czas zużyć ponieważ ich wydajność również nie jest jakaś powalająca, a po prostu przeciętna i zależy przede wszystkim od tego ile będziecie ich nakładać oraz jak często stosować. Przykładowo - maska czarna jest na tyle silna, że raz lub dwa razy w tygodniu wystarczy, natomiast po niebieską można sięgać częściej.

Choć każda z masek wygląda inaczej to mają bardzo podobną konsystencję ponieważ składają się z tej samej bazy, więc wszystkie są całkowicie nieprzeźroczyste i intensywnie napigmentowane - o ile można tak powiedzieć o kosmetyku pielęgnacyjnym. Dodatkowo, maski całkowicie zasychają przez co stają się bardziej oporne w zmyciu. Żeby nie pisać dziesięć razy tego samego, to nim przejdę do opisu każdej z masek z osobna, to napiszę wam co nieco o składnikach które się powtarzają.

Bazowy składnik każdej z masek stanowi oczywiście woda ale w różnej formie. Mamy zwykłą wodę, wodę D.I czyli idealnie czystą bez żadnych minerałów i innych pierwiastków oraz wodę morską. Następnie glicerynę o silnych właściwościach nawilżających, Glinkę Kaolin czyli białą porcelanową która mimo dobrych właściwości detoksykujących i oczyszczających nie powinna wysuszać - jest bardzo delikatna w swoim działaniu, nie podrażnia a zapewnia uczucie wygładzenia i zmatowienia. Mamy również Bentonit o silnych właściwościach matujących oraz pochłaniających wilgoć, przez co dobrze oczyszcza i ściąga pory skóry. Dodatkowo wygładza i mineralizuje, odtruwa, ma działanie antyseptyczne, a także przyspiesza gojenie wyprysków ale w dużych stężeniach może wysuszać. Następnie Ziemia okrzemkowa która wyrównuje koloryt skóry, pomaga uszczelnić naczynia krwionośne, polepsza ukrwienie, dotlenia skórę oraz delikatnie złuszcza i łagodzi trądzik, a także świetnie matuje.

Konserwant heksanodiol nie znajduje się na liście konserwantów dopuszczanych przez Ecocert stąd moja wątpliwość co do określenia tych masek mianem naturalnych jednak zdecydowałam się na to ponieważ nadal przeważająca ilość składników to ekstrakty, oleje i wyciągi roślinne, a przez słabe regulacje trudno o dokładną definicję tego czym jest kosmetyk naturalny czy organiczny albo eko. Jest to składnik utrzymujący wilgoć o działaniu bakteriostatycznym, jednak może wykazywać działanie drażniące. Guma ksantanowa to składnik pochodzenia naturalnego odpowiadający za stabilizację emulsji oraz jej zagęszczenie, następnie Alantoina czyli substancja aktywna działająca przeciwzapalnie, łagodząco na podrażnienia a także wspomagająca procesy regeneracji i odbudowy naskórka. Fenoksyetanol to kolejna kontrowersyjna substancja mająca wielu przeciwników. Jest to składnik stosowany jako konserwant lub wspomagacz innych konserwantów, a także rozpuszczalnik konserwantów, który jest całkowicie zakazany do stosowania w przemyśle kosmetycznym na terenie Japonii ponieważ może działać drażniąca na skórę, wchłania się do krwiobiegu oraz jest słabo przebadany.



Co sądzę o działaniu każdej z poszczególnych maseczek?



Apate Black
Maska Czarna



B&SOAP, Wash off Mask Pack Apate Black

B&SOAP, Wash off Mask Pack Apate Black

B&SOAP, Wash off Mask Pack Apate Black

B&SOAP, Wash off Mask Pack Apate Black

B&SOAP, Wash off Mask Pack Apate Black

B&SOAP, Wash off Mask Pack Apate Black


Pierwsza rzecz, jaka przychodzi mi na myśl gdy myślę o tej masce, to że zdecydowanie nie jest to maska bankietowa, którą aplikuje się tuż przed większym wyjściem i już wam tłumaczę dlaczego. Przez wzgląd na swoją specyficzną kompozycję pozostawia ona na twarzy nierównomiernie rozłożony, ciemny osad, sprawiający że cera wygląda jakby była ubrudzona sadzą. Początkowo byłam zaskoczona ale potem przypomniałam sobie, że przecież mam płatki typu peel-off na nos dodawane zawsze jako gratis w sklepie Jolse, które również zawierają czarny węgiel aktywny i sytuacja się wyjaśniła. Jest to całkowicie normalne i nie trzeba pozbywać się owych zabrudzeń od razu po zmyciu maski, a zostawić na całą noc - właśnie dlatego sądzę, że maska ta o wiele lepiej sprawdzi się jako okazjonalne - przez wzgląd na swoje silne właściwości, uzupełnienie wieczornej rutyny pielęgnacyjnej gdy takie delikatne zabrudzenia nie są problemem. Po zaaplikowaniu kolejnych produktów staje się to zdecydowanie mniej widoczne i nie ma mowy żeby takie niewielkie pozostałości mogły zabrudzić pościel, a przynajmniej u mnie nic takiego nie miało miejsca.

Ogólnie, maska ta ma bardzo, ale to bardzo trudną we współpracy konsystencję - jest niczym zbita, treściwa plastelina albo zupełnie czarna i nieprzeźroczysta pasta która jest niezwykle oporna w rozcieraniu dlatego mimo, że producent o tym nie wspomina to najczęściej aplikuję ją na lekko zwilżoną skórę. Odnoszę wrażenie, że to znacznie ułatwia jej rozprowadzenie. Do pokrycia całej twarzy wystarcza mi jedna, większa porcja nabrana na szpatułkę. Mam w zwyczaju aplikować ją na wilgotną, oczyszczoną skórę twarzy tuż przez prysznicem bo naprawdę ekstremalnie trudno się zmywa, a że ma całkowicie czarny kolor to łatwo za to o zabrudzenie łazienki czy ubrania, więc należy być przy tym ostrożnym. Po kilku minutach maska całkowicie zasycha tworząc trudną do zmycia warstwę. Teoretycznie, nie powinno dopuścić się do tego, żeby maska z glinką zdążyła zaschnąć na skórze, jednak w tym przypadku producent nie wspomina o tym żeby w trakcie noszenia zwilżać ją mgiełką, dlatego należy pamiętać żeby po tych 10 minutach ją po prostu zmyć i raczej nie trzymać dłużej. Przez wzgląd na oporną teksturę, początkowo nakładałam zbyt dużą ilość i po miesiącu bardzo regularnego stosowania zużyłam prawie połowę, jednak to było naprawdę zbędne bo wystarczy aplikować znacznie mniej a efekty będą takie same.

Maska zawiera w składzie takie substancje jak D.I water, glinka Kaolin, Gliceryna, Ziemia okrzemkowa, Bentonit, Węgiel drzewny, Pył wulkaniczny, Trehalozę czyli cukier używany również w przemyśle spożywczym, Kwas hialuronowy o nawadniających właściwościach, Glikol butylenowy ułatwiający przenikanie składników aktywnych w głąb skóry, Hydrolizowany kolagen o właściwościach nawilżających, poprawiający elastyczność skóry, Ekstrakt z zielonego kawioru, Guma ksantanowa, Oliwa z oliwek o właściwościach nawilżających, łagodzących i wygładzających, Fenoksyetanol, Hexanediol, Glikol kaprylowy który jest dobrym nośnikiem substancji aktywnych o działaniu renatłuszczającym i bakteriostatycznym, Etyloheksylogliceryna czyli konserwant który wzmacnia także działanie innych konserwantów, Alantoina oraz zapach.

Przechodząc do działania, to jestem z niej bardzo zadowolona i to jedna z moich ulubionych masek spośród pozostałej czwórki. Posiada bardzo silne właściwości oczyszczające oraz absorbujące sebum, a także detoksykuje skórę dzięki zawartości takich składników jak czarny węgiel czy glinka kaolin. Pozbywa się wszelkich pozostałości zanieczyszczeń czy nagromadzonego w porach, zalegającego sebum. Jej tekstura na pierwszy rzut oka wydaje się całkowicie gładka jednak podczas masażu cery, zwłaszcza w trakcie zmywania można wyczuć że zawiera również mikroskopijny pyłek, prawdopodobnie wulkaniczny o którym już wam wspominałam, dzięki czemu maska w bardzo delikatny, ale jednocześnie skuteczny sposób ściera martwy naskórek i cudownie wygładza skórę, sprawiając że staje się aksamitnie gładka w dotyku. Nie jest to standardowy peeling, który mocno złuszcza skórę ale może zastąpić peeling mechaniczny jeśli jest dla was zbyt agresywny.

Dodatkowo, maska wspaniale rozjaśnia ogólny koloryt skóry oraz sprawia, że przebarwienia po wypryskach o wiele szybciej znikają, a co do samych wyprysków to w widoczny sposób przyspiesza ich gojenie się oraz zmniejsza częstotliwość pojawiania się nowych. Co więcej, gasi również uciążliwe stany zapalne, więc działa w aspekcie typowym dla cery problematycznej. Jestem naprawdę szczerze zachwycona jej właściwościami antybakteryjnymi i przeciwzapalnymi. Gdybym miała ją określić jako maskę do konkretnego rodzaju cery, to myślę że idealnie nadawałaby się dla tłustej i mieszanej, bo w widoczny sposób ściąga rozszerzone pory sprawiając że stają się mniej widoczne, a także redukuje ciemne zaskórniki znajdujące się na nosie, sprawiając że stają się jaśniejsze i mniej widoczne. No i na koniec wisienka na torcie - maska skutecznie wpływa także na zredukowanie nadmiernego wydzielania sebum, jednak efekt ten ogranicza się do pierwszego, maksymalnie drugiego dnia od jej zastosowania dlatego dla osiągnięcia najlepszych rezultatów warto sięgać po nią tak dwa razy w tygodniu. Chciałabym jeszcze zwrócić waszą uwagę na fakt, że maska ta przez wzgląd na swoje silne właściwości detoksykujące dosyć mocno ingeruje w naturalną barierę skóry, dlatego nie ma mowy o tym żeby nawilżała, a nawet może dawać uczucie ściągnięcia dlatego po jej zmyciu konieczne jest nałożenie kosmetyków które przywrócą nawilżenie i nawodnienia żeby renatłuścić cerę. Efekty stosowania maski są najlepiej widoczne kolejnego dnia, po zmyciu osadu który po sobie pozostawia.

MOJA OCENA:



Mamie Blue

Maska Niebieska


B&SOAP, Wash off Mask Pack Mamie Blue

B&SOAP, Wash off Mask Pack Mamie Blue

B&SOAP, Wash off Mask Pack Mamie Blue

B&SOAP, Wash off Mask Pack Mamie Blue

B&SOAP, Wash off Mask Pack Mamie Blue

B&SOAP, Wash off Mask Pack Mamie Blue


Kolejna z masek, którą chcę wam opisać to jedna z najbardziej miętowych, z jakimi miałam kiedykolwiek do czynienia. I to nie tylko z powodu cudownego, intensywnego miętowego zapachu ale także przez wyrazisty jasno niebieski kolor wpadający w błękit który od razu przywodzi na myśl odświeżenie, czyli główną funkcję tej maski. W przeciwieństwie do maski węglowej, ta ma znacznie przyjemniejszą konsystencję, która jest bardziej kremowa i mniej zbita przez co o wiele łatwiej wyjmuje się ją z opakowania oraz nanosi na skórę. Rozprowadza się bez większych problemów, jest całkowicie gładka z zanurzonymi, ciemniejszymi drobinkami w brązowym kolorze które nie są szczególnie szorstkie ale dosyć duże, tak więc z tego powodu określiłabym tą maskę jako delikatny peeling gruboziarnisty. Warto pamiętać, że nie zastąpi ona jednak porządnego produktu złuszczającego, a drobinki mają raczej za zadanie polepszyć wchłanialność składników aktywnych, a nie dokładnie usunąć martwy naskórek dlatego warto mieć to na uwadze i za dużo od niej pod tym względem po prostu nie wymagać.

Maskę aplikuję zarówno na suchą, jak i mokrą skórę twarzy - do jej dokładnego pokrycia wystarczy jedna porcja nałożona na szpatułkę i ponownie chciałabym przypomnieć że nie ma co przesadzać z ilością ponieważ zaaplikowana wtedy na skórę warstwa staje się trudno zmywalna po zaschnięciu a jak już wspominałam maski B&SOAP i tak są już w tym wystarczająco oporne. Mimo wszystko wersja niebieska, daje się zmyć bez większych trudności i nie pozostawia po sobie żadnego wyczuwalnego osadu. 

W składzie maski znajdziemy takie substancje jak woda morska, glinka Kaolin, Gliceryna, Ziemia okrzemkowa, Bentonit, Puder z nasion czerwonej fasoli Adzuki, która wykazuje właściwości delikatnie oczyszczające, dodaje cerze blasku oraz ją uelastycznia, Hexanediol, Ekstrakt z jagód Acai o dużej zawartości antyoksydantów dzięki czemu wykazuje działanie przeciwstarzeniowe a także rozjaśniające, Ekstrakt z Propolisu który działa silnie antybakteryjnie oraz gasi stany zapalne, a także regeneruje, Witamina E będąca silnym antyoksydantem, Fenoksyetanol, Guma ksantanowa, Olej z Wiesiołka który mocno nawilża i odżywia skórę, pomagając utrzymać jej jędrność i elastyczność, Olejek z mięty pieprzowej o działaniu antyseptycznym, przeciwzapalnym i odświeżającym, Alantoina oraz zapach i barwnik - Błękit brylantowy FCF, który używany jest również do nadawania niebieskiego koloru żywności ale jest zakazany do stosowania w przemyśle spożywczym w niektórych krajach, przykładowo w Szwecji.

Przechodząc do działania to jest to najbardziej lubiana przeze mnie maska z tej serii. Już podczas nakładania można wyczuć delikatne mrowienie oraz efekt chłodzący, który po kilku minutach przeradza się w przyjemne ciepło rozchodzące po skórze, które tym samym poprawia krążenie oraz dotlenia cerę. Skóra staje się dzięki temu odżywiona oraz lepiej ukrwiona a tym samym wyrównuje się jej ogólny koloryt. Po zmyciu maski twarz jest ładnie zmatowiona i delikatnie rozjaśniona, wygląda na świeżą, wypoczętą i zrelaksowaną.

Maska w prawdzie nie wykazuje silnych właściwości złuszczających ale to nie oznacza że dobrze nie oczyszcza skóry i nie usuwa zalegającego brudu, sebum czy innych zanieczyszczeń. Jako, że wysoko w składzie posiada łagodną glinkę Kaolin to skutecznie ją detoksykuje, ale przy tym nie podrażnia i nie pozostawia po sobie zaczerwienień. Maska ta bardzo fajnie sprawdziła się przy mojej problematycznej skórze ponieważ nie dość że w niewielkim stopniu normuje nadmierne wydzielanie sebum, to w dodatku fajnie zmniejsza rozszerzone pory na policzkach oraz na nosie sprawiając że ciemne zaskórniki również stają się mniej widoczne. W prawdzie radzi sobie z nimi nieco gorzej niż maska węglowa, ale nadal jestem usatysfakcjonowana jej dobroczynnymi właściwościami. Dzięki temu, że maska posiada w składzie wiele substancji o działaniu przeciwzapalnym i antybakteryjnym, to świetnie poradziła sobie również z wypryskami - ograniczyła ich pojawianie się, a także przyspieszała gojenie tych które już wcześniej znajdowały się na skórze. Mam wrażenie, że maska Mamie Blue pozostawia skórę odrobinę bardziej nawilżoną i nie narusza jej naturalnego płaszcza hydrolipidowego, jak miało to miejsce przy masce z czarnym węglem która jest znacznie silniejsza pod tym względem dlatego po jej zastosowaniu skóra nie wymaga natychmiastowego renatłuszczenia, a zwykłej pielęgnacji którą stosujecie na co dzień. Jestem pewna, że dziewczyny które lubią kosmetyki z zawartością mięty będą z niej bardzo zadowolone ponieważ cudownie odświeża i obłędnie pachnie, a do tego ma cudowny wpływ na skórę twarzy!

MOJA OCENA:



Scadi White

Maska Biała


B&SOAP Wash off Mask Pack Scadi White

B&SOAP Wash off Mask Pack Scadi White

B&SOAP Wash off Mask Pack Scadi White

B&SOAP Wash off Mask Pack Scadi White

B&SOAP Wash off Mask Pack Scadi White


Biała maska wzbudza we mnie skrajne emocje - z jednej strony ma najlepszą konsystencję przypominającą śmietanowy krem do smarowania tortów, z drugiej jej skład pozostawia dosyć sporo do życzenia bowiem wśród składników bazowych użyto oleju mineralnego czyli pochodnej ropy naftowej, a także talku. Obie substancje są bardzo kontrowersyjne i mają grono zwolenników oraz przeciwników, przy czym ja jako posiadaczka skóry problematycznej zdecydowanie zaliczam się do tych drugich. Olej mineralny tworzy na skórze nieprzenikalną warstwę przez co może nasilać łojotok i tworzyć środowisko dla rozwoju bakterii ponieważ uniemożliwia jej oddychanie. Choć zapobiega utracie wody z naskórka, to przy częstym stosowaniu zamiast nawilżenia może dać całkowicie odwrotny efekt i przyczynić się do wysuszenia, dlatego maskę tą powinno stosować się z umiarem i dwa razy w tygodniu całkowicie wystarczy. Co do talku natomiast to jest to minerał z grupy glinokrzemianów, który naturalnie występuje w przyrodzie ale w zależności od jakości może dawać różne efekty na skórze - albo działać zapychająco jeśli jest niskiej jakości albo nie wykazywać właściwości komedogennych, dlatego to trochę jak loteria. Substancja ta jest dozwolona do stosowania w kosmetykach ale w ograniczonym stężeniu. Mimo wątpliwości, dałam tej masce szanse, bo w składzie zawiera również całą masę fajnych ekstraktów oraz olejków.

Patrząc na skład tej maski odnoszę wrażenie, że przez dodanie chyba wszystkich ekstraktów i olejków jakie akurat były pod ręką producent chciał odwrócić uwagę od kiepskiej bazy, która stanowi jej trzon czyli pierwszej - gorszej połowy składu INCI, która jednak nas najbardziej interesuje dlatego skupię się tylko na niej ponieważ ekstrakty są na tyle daleko że zapewne występują w ilościach śladowych i nie mają większego wpływu na stan skóry.

Więc tak, mamy tutaj zwykłą wodę, Glikol propylenowy czyli rozpuszczalnik oraz nośnik różnych substancji aktywnych, Gliceryna, Kwas hialuronowy o działaniu silnie nawadniającym, Olej mineralny i talk o których już wam wyżej pisałam, Fermentowany filtrat z ryżu o działaniu rozjaśniającym i antyoksydacyjnym tj. hamującym powstawanie wolnych rodników, Trigliceryd kaprylowo-kaprynowy czyli tłusty emolient tworzący na powierzchni skóry warstwę okluzyjną, glinka Kaolin, Kwas Stearynowy jako stabilizator emulsji zapobiegający rozwarstwianiu, Alkohol cetylowy o działaniu kondycjonującym i zmiękczającym, Niacynamid inaczej witamina B3 która rozjaśnia skórę, Dwutlenek tytanu czyli fizyczny filtr UV który może być stosowany również jako biały barwnik, Heksanodiol, Krzemian litowomagnezowy sodu czyli substancja zagęszczająca tworząca na skórze delikatną okluzję, Arginina czyli substancja nawilżająca także głębsze partie skóry, Poliakrylamid wygładzający skórę i wypełniający zmarszczki, Izoparafina o potencjalnym działaniu komedogennym która natłuszcza, nawilża i wygładza, a także Laureth-7 odpowiadający za poprawę jakości konsystencji kosmetyku mogący wzmagać problemy trądzikowe, tworzyć stany zapalne i zaskórniki. Kolejne substancje to tak jak wspomniałam - prawie wyłącznie same ekstrakty z zaplątanymi gdzieś pomiędzy nimi Disodium EDTA, Dimetikonem czy Glikolem butylenowym, ale pominę ich opisywanie bo maska ta jak dla mnie do naturalnych kosmetyków absolutnie nie należy.

Tak jak wcześniej wspomniałam maska Scadi White, ma najlepszą teksturę którą najłatwiej się rozprowadza ponieważ jest bardzo miękka, puszysta i kremowa, a do tego przepięknie pachnie - charakterystyczny zapach glinki został całkowicie zamaskowany słodkimi nutami kwiatowymi. Konsystencja jest gęsta i całkowicie biała oraz gładka bez żadnych dodatków w postaci drobinek czy złuszczającego pyłku. Maskę aplikowałam najczęściej na sucho ponieważ nie miałam najmniejszego problemu z jej rozprowadzaniem. Sądziłam, że będzie także bezproblemowa w zmywaniu bo do końca nie zasycha ale jak się okazało były to złudne nadzieje. Samą maskę zmywa się właściwie całkiem łatwo, ale gorzej z warstwą okluzyjną którą po sobie pozostawia. O ile w przypadku maski węglowej była pożądana to w tym przypadku jest to typowa warstwa natłuszczająca pochodząca z oleju mineralnego - sprawia że skóra jest dosyć tłusta, ale jednocześnie aksamitna w dotyku. Może bym tego nie zauważyła, gdyby nie kropelki wody zachowujące się w charakterystyczny sposób. Gdy znajdują się na tłustej powierzchni skóry to układają się inaczej niż gdy nie ma na niej żadnych oleistych związków. Warstwa ta nie jest niekomfortowa ale trochę obawiałam się jak wpłynie na moją już i tak przetłuszczającą się skórę którą bardzo łatwo obciążyć. Jakby tego było mało, maska pozostawia po sobie także biały osad - zakładam że to dlatego że niewielka część białego pigmentu pozostaje w tej tłustej, niezmywalnej warstewce dlatego skóra po jej zastosowaniu od razu wygląda na jaśniejszą ale nie mylcie tego z rozjaśnieniem bo dla mnie to bardziej podchodzi pod bielenie. Nie nakładam maski tuż przy linii włosów, i widać że skóra w tym miejscu jest odrobinę ciemniejsza tak więc jest to efekt bardzo krótkotrwały który utrzymuje się zaledwie do pierwszego mycia.

Przechodząc do działania to niestety, ale jest dokładnie tak jak sobie pomyślałam gdy tylko nałożyłam ją po raz pierwszy na twarz. Rzeczywiście fajne nawilża oraz wygładza, a nawet wydaje się że łagodzi przynosząc uczucie ulgi podczas noszenia ale to bardzo złudny efekt, który mija wraz z zastosowaniem jakiegokolwiek środka myjącego. Od razu po aplikacji ma się wrażenie że jest niczym kojącym balsam nałożony na skórę ponieważ tworzy bardzo silną okluzję zapobiegając przy tym nadmiernemu odparowaniu wody z powierzchni naskórka. Taki zabieg może całkiem nieźle wspomóc przesuszoną cerę jeśli nie jest nadużywany ponieważ przy cerze przetłuszczającej się to prosta droga to dorobienia się różnych nowych dolegliwości jak jeszcze bardziej rozszerzone pory czy dodatkowe zaskórniki dlatego trzeba bardzo uważać żeby nie przesadzać z częstotliwością aplikacji (albo najlepiej w ogóle po nią nie sięgać). Widać to najlepiej po tym, że mocno wzmaga przetłuszczanie się skóry i moja strefa T wyglądała naprawdę źle zaledwie po godzinie od jej zmycia. Co do właściwości rozjaśniających to trudno mi się wypowiadać. W prawdzie skóra owszem, jest rozjaśniona ale efekt ten wynika z pozostałości osadu, a nie rzeczywistej zmiany kondycji skóry dzięki zawartości mnogości ekstraktów i olejków które możemy w niej znaleźć. Maska ta to kosmetyk o bardzo doraźnym działaniu, który sprawdził się u mnie najsłabiej spośród wszystkich pozostałych i raczej  nikomu jej nie polecam.

MOJA OCENA:




Breni Yellow

Maska Żółta


B&SOAP Wash off Mask Pack Breni Yellow

B&SOAP Wash off Mask Pack Breni Yellow

B&SOAP Wash off Mask Pack Breni Yellow

B&SOAP Wash off Mask Pack Breni Yellow

B&SOAP Wash off Mask Pack Breni Yellow


Spośród pozostałych masek, ta najbardziej przypomina swoją konsystencją czarną, węglową - również jest taka jakby gumowata o ciężkiej formule i wygląda mało zachęcająco jednak w przeciwieństwie do niej o wiele łatwiej się rozprowadza. Maska nie jest tępa w swojej teksturze, a zupełnie gładka i plastyczna przez co swobodnie sunie po skórze i bez większych trudności da się ją zaaplikować i dokładnie pokryć całą twarz, przy czym nie ma konieczności żeby ją wcześniej zwilżyć. Maskę można aplikować zarówno na sucho, jak i mokro i nie wpływa to kompletnie na komfort jej użytkowania. Maska ma żółty kolor o musztardowym odcieniu i w sumie wygląda jak zwykła, żółta glinka - jednak niech was to nie zmyli bo w składzie mamy łagodniejszą odmianę, mianowicie biały kaolin który stanowi także bazę pozostałych maseczek z tej serii. Swój charakterystyczny kolor zapewnia zawartości takich składników jak miód, marchewka czy cytryna a także dodatkowi dwóch barwników. Po kilkunastu minutach maska całkowicie zasycha i jest dosyć trudna w zmyciu. Taki już ich urok, więc nawet mnie to jakoś szczególnie nie zdziwiło. Podczas zmywania można wyczuć delikatną szorstkość w jej teksturze, jednak w znacznie słabszym stopniu niż w przypadku maski węglowej więc zapewnia poniekąd delikatny peeling ale absolutnie nie jest to jej główną funkcją.

Zapach maski jest raczej neutralny i także podobny do zapachu czarnej wersji bowiem pachnie jak glinka zmieszana z ziemią okrzemkową więc do najładniejszych nie należy jednak po nasieniu jej na skórę przestaje być wyczuwalny i kompletnie mi nie przeszkadza.

Żółta maska zawiera w składzie zwykłą wodę, glinkę Kaolin, Glicerynę, Ziemię okrzemkową, Bentonit, Heksanodiol, Ekstrakt z miodu o właściwościach nawilżających, wygładzających oraz łagodzących, Ekstrakt z marchwi o działaniu przeciwzapalnym, dodający cerze blasku i przyspieszający gojenie drobnych uszkodzeń. Oprócz tego mamy tutaj także Ekstrakt z owoców limonki zawierający duże ilości witaminy C czyli silnego antyoksydantu o działaniu przeciwzapalnym i zmniejszającym pory, Ekstrakt z liści aloesu który wygładza, łagodzi podrażnienia oraz wykazuje właściwości ściągające, Olej z orzechów makadamia odżywiający i ujędrniający skórę, który dodatkowo stymuluje mikrokrążenie, Glikol butylenowy ułatwiający penetrację składników aktywnych w głąb skóry, Kwas hialuronowy który silnie nawadnia, Olej ze słodkich migdałów o właściwościach wzmacniających i nawilżających, Skrobia z kukurydzy zwyczajnej która zapewni delikatne złuszczenie martwego naskórka, Oliwa z oliwek która doskonale nawilża, odżywia i regeneruje skórę opóźniając objawy starzenia, Guma ksantanowa, Alantoina, Fenoksyetanol, Etyloheksylogliceryna czyli konserwant który wzmacnia także działanie innych konserwantów, zapach oraz dwa barwniki - Żółcień pomarańczowa FCF która jest zakazana do stosowania w  niektórych krajach oraz Tartrazyna będąca barwnikiem silnie alergennym. Obie substancje są stosowane na szeroką skalę w przemyśle spożywczym.

Przez wzgląd na zawartość glinki, maska ta fajnie detoksykuje skórę pochłaniając wszelkie zanieczyszczenia czy sebum zalegające głębiej w porach, z którymi nie daje sobie rady zwykły produkt oczyszczający. Po jej zastosowaniu ma się uczucie idealnie doczyszczonej skóry, ale bez efektu jej wysuszenia, zapewne dzięki olejom które równoważą potencjalnie wysuszające działanie kaolinu, przez co maska nie ma tak negatywnego wpływu na naturalną barierę hydrolipidową skóry. Sprawia, że skóra jest ładnie zmatowiona, odżywiona oraz bardzo mocno wygładzona. Zauważyłam, że większość z tych masek fajnie niweluje wszelkie nierówności skóry, złuszczając w niewielkim zakresie zewnętrzną warstwę rogową i likwidując martwe komórki, przez co można zmniejszyć częstotliwość używania zwykłych, klasycznych peelingów z ostrymi drobinkami żeby czasami nie przedobrzyć i nie pogorszyć kondycji cery spowodowanego nadmiernym złuszczaniem - wszystko w nadmiarze szkodzi, takie maski również.

Maska wykazuje również działanie ściągające co przejawia się głównie tym, że w widoczny sposób minimalizuje nadmiernie rozszerzone pory, sprawiając przy tym że w efekcie ciemne zaskórniki na nosie także stają się optycznie mniejsze, jednak jest to działanie pośrednie - maska ich nie likwiduje, a jedynie zmniejsza widoczność na skutek ogólnego obkurczenia porów. Jeżeli wasze zaskórniki są płytko umiejscowione to być może da sobie z nimi radę, jednak jeżeli problem leży głębiej to raczej bym na to nie liczyła. Maska przyspiesza również zasychanie oraz gojenie się wyprysków, a także gasi aktywne stany zapalne sprawiając przy tym że ślady po niedoskonałościach szybciej zanikają.

Co do pozostałych właściwości maski, to rzeczywiście wyrównuje koloryt skóry oraz ją rozjaśnia ale powiedziałabym że w umiarkowanym stopniu i nie jest to efekt wow, za to bardzo fajnie rozświetla i dodaje skórze blasku i witalności, sprawiając że wygląda świeżo i zdrowo.

MOJA OCENA:





Podsumowanie


Większość z masek ma rzeczywiście całkiem naturalny skład z zawartością zaledwie kilku substancji syntetycznych, do których można by się przyczepić takich jak Hexanediol czy Fenoksyetanol jednak w ogólnym rozrachunku wypadają pod tym względem całkiem nieźle, oczywiście nie licząc białej maski bo o niej nie ma nawet co wspominać ponieważ zawiera jeszcze masę innych świństw których moja cera absolutnie nie toleruje i mam tu głównie na myśli ciężki olej mineralny. Z tego powodu, na pewno nigdy więcej jej nie użyję, natomiast pozostałe maski wykończę z przyjemnością ponieważ moja cera bardzo się z nimi polubiła.

Czarna maska z aktywnym węglem oraz pyłem wulkanicznym z wyspy Jeju cudownie i intensywnie detoksykuje oraz działa antybakteryjnie - jest to dokładnie to czego moja mieszana w kierunku tłustej cera potrzebuje na chwilę obecną najbardziej. Niebieska maska z zawartością mięty idealnie odświeża i chłodzi, natomiast co do żółtej maski to choć na tle pozostałych dwóch prezentuje się dość przeciętnie, to nadal zawiera oczyszczającą glinkę oraz całkiem ładnie rozświetla więc jeśli ktoś nie ma większych problemów z cerą to powinien być z niej zadowolony.

Chciałabym jeszcze wspomnieć o idea multimaskingu. W prawdzie nie jest to żadna nowość ale na swoim blogu poruszam tą kwestię chyba po raz pierwszy i najprościej rzecz ujmując chodzi po prostu o to żeby na różne partie twarzy nakładać różne rodzaje masek w zależności od potrzeb pojedynczych obszarów. Żeby lepiej wam to zobrazować to opiszę na swoim przykładzie - na nos i ogólnie strefę T nakładam czarną maskę ponieważ mam tam zaskórniki i skóra w tym miejscu najbardziej się przetłuszcza, natomiast na policzki maskę miętową żeby dotlenić skórę i zmniejszyć pory. Na resztę twarzy aplikowałam maskę żółtą żeby uniknąć możliwości przesuszenia bo nie jest tak wymagająca, więc nie mam potrzeby aplikować mocniejszych masek. Oczywiście każdy ma inną skórę i ilość kombinacji jest nieskończona, ale warto wiedzieć że coś takiego istnieje!

Gdy tylko zobaczyłam ten zestaw zmywalnych maseczek z B&SOAP to od razu przyszło mi na myśl że idealnie by się do tego nadawały ponieważ są bardzo gęste, mają wyraziste i odróżniające się od siebie, kontrastowe kolory oraz mega mocną pigmentację więc w ostatecznym rozrachunku dają bardzo fajny efekt!

Każda z masek dostępna jest na stronie internetowego sklepu Jolse. Jak zwykle przypominam że to koreański sklep, ale wysyłka jest darmowa i płacimy tylko za numer do śledzenia (2,5 USD), a do zamówienia zawsze dostaje się masę próbek, płatek peel off na nos oraz maskę w płachcie. Składanie zamówienia jest prostsze niż na wielu polskich sklepach, także nie ma się czego obawiać!

Czarna maska Apate Black - 14 USD ~ 55 zł
Niebieska maska Mamie Blue - 14 USD ~ 55 zł
Biała maska Scadi White - 14 USD ~ 55 zł
Żółta maska Brani Yellow - 14 USD ~ 55 zł


Co myślicie o tych maskach dziewczyny? Która z nich najbardziej was zainteresowała i dlaczego? Znałyście wcześniej ideę multimaskingu? :)




Powiązane artykuły

54 komentarze

  1. Jak zwykle bardzo precyzyjny post kochana! Myślę , że najbardziej odpowiednią maseczką dla mnie będzie ostatnia, żółta ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ta maska jest najbardziej uniwersalna, więc myślę że będzie odpowiednia dla każdego rodzaju cery :)

      Usuń
  2. Nie spotkałam się wcześniej z tymi maskami, ale muszę przyznać, że mnie nimi zaciekawiłaś :D Pozdrawiam! wy-stardoll.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ta marka dopiero niedawno weszła do asortymentu sklepu Jolse, a tak nie była dostępna z wysyłką poza Koreę :)

      Usuń
  3. pierwsze słyszę o tej marce:) co do multimaskingu - sama to stosuję w praktyce, lecz z innymi produktami i uważam że daje skuteczny efekt! moją wyjątkowo tłustą (niestety) strefę T pokrywam produktem oczyszczającym, żeby pozbyć się sebum i zredukować zaskórniki; jeżeli chodzi o resztę twarzy, czyli policzki, to używam czegoś delikatnego i głównie odżywczego

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też mam tłustą strefę T więc znam ten ból i wiem jak bardzo problematyczna jest to partia w utrzymaniu jej w dobrej kondycji :D

      Usuń
  4. Odpowiedzi
    1. B&SOAP nie jest popularną marką, więc nawet mnie to nie dziwi :D

      Usuń
  5. O ile ciągle brakuje mi czasu na maski, to myślę że te bym z ogromną przyjemnością wypróbowała. I wcale nie dlatego że wyglądem przypominają lody :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hah, jesteś już którąś osobą z kolei która pisze że te maski wyglądają jak lody :D Jestem zaskoczona, że sama tego wcześniej nie zauważyłam, ale zorientowałam się dopiero po tym jak ktoś wspomniał na IG :P

      Usuń
  6. Od pewnego czasu lubię koreańską pielęgnacje i coraz częściej po nią sięgam. Tej marki nie znam i chyba nawet wcześniej nie przemknęła mi się przed oczami, bo bym zapamiętała tą ładną szatę graficzną. Co do masek to chętnie wypróbowałabym każdą z nich i sprawdziła jak działały by na mnie :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że to najlepsze wyjście ale w tej sytuacji polecam zaczekać na przeceny żeby Twój portfel aż tak na tym nie ucierpiał, bo może te 50 zł za jedną maskę to nie jest dużo, ale jak się to pomnoży razy cztery to wychodzi dość spora sumka :D

      Usuń
  7. Chętnie któryś z nich zakupię

    OdpowiedzUsuń
  8. Nawiązując do fragmentu o niepełnym składzie, to odnoszę wrażenie, że jest to uregulowane prawem. Problemu nie stanowi tylko to, że ktoś mógłby wnieść o odszkodowanie, jeżeli coś mu się stanie, ale grzywna, którą się płaci, jeżeli urząd praw konsumenckich (czy jak on się tam nazywa) takie niedociągnięcie zauważy. Poza tym uchybieniem jednak maski prezentują się naprawdę ciekawie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W Polsce może jest, ale zapewne prawo kosmetyczne w Korei wygląda całkowicie inaczej :( Poza tym, nie mam całkowitej pewności co do tego że producent rzeczywiście coś pominął - po prostu wyszłam z założenia, że skoro niektóre substancje napisał podwójnie to istnieje możliwość że innych nie zamieścił w ogóle, ale to tylko takie moje gdybanie wynikające z braku należytej staranności przy sposobie zapisu składu na kosmetykach.

      Usuń
  9. Z koreańskich kosmetyków tak naprawdę nie mam jeszcze nic. Maseczki zapowiadają się ciekawie, szczególnie czarna myślę by się u mnie sprawdziła. Posiadam liczne czarne zaskórniki na nosie z którymi mam nie mały problem. Co do reszty to pewnie przetestowałabym jeszcze niebieską :) Dobrze, że napisałaś że nie polecasz białej to bardzo szlachetne z Twojej strony, że nie "wychwalasz" jak inni czegoś co nie sprawdza się jak trzeba :) Cenię to sobie u blogerek kosmetycznych :)
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To bardzo smutne że niektóre 'blogerki kosmetyczne' nie odróżniają reklamy od recenzji i przez to poddają w wątpliwość wiarygodność wszystkich innych dziewczyn które dostają kosmetyki do testów...
      Nie wyobrażam sobie że miałabym napisać dobrą opinię na temat jakiegoś produktu tylko dlatego że dostałam go za free xD Zawsze piszę tak jak uważam, bo jeśli nie jest się autentycznym w tym co się robi to ludzie wcześniej czy później to zauważą ;)

      Usuń
  10. Najbardziej kusi mnie miętowa wersja, a białej nawet bałabym się użyć ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli masz tłustą cerę to zdecydowanie odradzam sięgać po białą maskę!

      Usuń
  11. Całkiem fajne sa te maseczki, przynajmniej wyglądają ciekawie. Nigdy ich nie używałam. Faktycznie, biała ma najgorszy skład z nich wszystkich. Trochę nie podoba mi sie opakowanie w którym się znajdują. Ja chyba jednak wolę zrobić sobie sama maskę za pomocą glinki, hydrolatu, olejku i paru innych dodatków :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jasne, jeśli masz pod ręką te składniki to można samemu coś wykombinować tylko warto pamiętać żeby taką 'samo-robioną' maseczkę zabezpieczyć przed psuciem bo jak dodasz fazę wodną tj. hydrolat to olejki chyba raczej nie wystarczą jako konserwanty ;)

      Usuń
  12. Nie znam tej marki, nie słyszałam o maseczkach. Skład faktycznie mega okrojony, hmm, może producent stara się coś ukryć. Wyglądają ciekawie, ale nie wiem czy to produkt dla mnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co masz na myśli przez okrojony? W wersji koreańskiej te składy też są takie krótkie, jeżeli producent coś pominął to raczej nie dlatego że chce coś ukryć tylko z braku należytej staranności na przykład przy tłumaczeniu ;)

      Usuń
  13. Niesamowita recenzja, czytałam, jak zaczarowana. Jestem pod ogromnym wrażeniem trudu, jaki wkładasz w testowanie kosmetyków, a potem opowiadanie o nich na łamach bloga. WOW! Najbardziej zainteresowała mnie czarna maska, która choć zostawia niewielki osad i, jak wspomniałaś, nie jest bankietową propozycją, z pewnością dobrze poradziłaby sobie z niedoskonałościami mojej skóry. Maski to zbawienne produkty, trzeba je stosować, stosować i jeszcze raz stosować. Ważne jednak, żeby były dobrane odpowiednio do cery i trafiały w jej potrzeby. Dziękuję Ci za tę recenzję, dodaję do zakładek i wrócę tu, szukając maseczki dla siebie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za tyle miłych słów kochana! :) Zgadzam się z tym co piszesz, maski są świetnym urozmaiceniem pielęgnacji, dlatego warto dobrać jakąś pod swój tym cery i wdrożyć do rytuału pielęgnacyjnego!

      Usuń
  14. Z chęcią bym przetestowała również te maseczki. Zachęciłaś mnie do nich. :)
    MÓJ BLOG

    OdpowiedzUsuń
  15. Czarna wydaje się być odpowiednia dla mojego rodzaju cery, ale tak naprawdę każda mnie ciekawi :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Maski idealnie nadają się do multimasking'u, więc nie ma się co powstrzymywać przed wypróbowaniem wszystkich jeśli rzeczywiście Cię interesują! :)

      Usuń
  16. Znakomity wpis, świetnie się czyta. Bardzo kuszące produkty :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Wow, wszystkie te maski przypadły mi do gustu i chętnie bym spróbowała. Świetnie opisałaś każdą z nich. Fajnie, że maseczki mają jeszcze dodatkowo patyczki do nakładania. Tego mi zawsze brakuje, a nie lubię nakładać masek pędzlami (bo trzeba je myć, a ja mam wystarczająco dużo pędzli do mycia) i zawsze brudzę całe ręce hehe :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja akurat nie mam nic przeciwko nakładaniu masek za pomocą pędzla, ale w przypadku tych byłoby to niemożliwe bo ich konsystencja jest zbyt mocno zbita i za gęsta :D

      Usuń
  18. Na pewno wypróbuję zieloną i nie wykluczam też innych :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Zapowiadają się wspaniale :)

    OdpowiedzUsuń
  20. Wszystkie maseczki wyglądają i brzmią bardzo ciekawie. Nam chyba najbardziej przypadłaby do gustu czarna mimo opornego nakładania:)

    OdpowiedzUsuń
  21. Mojej cerze chyba najbardziej spodobałaby się żółta...
    Niestety chyba wszystkie maseczki z węglem aktywnym zostawiają charakterystyczny osad:( u mnie też nie działają jakoś super wiec rzadko po takie sięgam:(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie akurat ta czarna bardzo fajnie się spisała i osad mi nie przeszkadzał bo stosowałam ją tylko na noc :D

      Usuń
  22. U mnie sprawdzają się czarne maski :)

    OdpowiedzUsuń
  23. Bardzo fajny wpis, mnie zaciekawiła żółta maseczka:)

    OdpowiedzUsuń
  24. Znając swoje zamiłowanie do masek, pewnie coś wybiorę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo polecam :) Jeśli dobierze się odpowiednią maskę do potrzeb skóry to można zyskać bardzo fajne rezultaty! Też mam do nich słabość <3

      Usuń